W pracy terapeutycznej często mówimy o znaczeniu autentyczności, a jednak czasem zapominamy, że autentyczność to także… pomyłki. Bowiem błąd w terapii nie zawsze musi być porażką. Czasem staje się zaproszeniem do kontaktu.
Co mam na myśli? Zdarza się, że terapeuta celowo popełnia błąd . Robi to nie po to, by zmylić Klienta, ale by otworzyć przestrzeń do refleksji. Na przykład: źle powtórzy słowa Klienta, lekko przekręci jego zdanie, użyje innego tonu. Wtedy często pojawia się reakcja drugiej strony: „Nie, nie tak. Chodziło mi o coś zupełnie innego.” I właśnie w tym „nie” zaczyna się coś ważnego. Bowiem Klient staje po swojej stronie, precyzuje, doprecyzowuje, zaczyna słyszeć siebie.
Tu muszę przytoczyć historię z czerwca. Gdy po kolejnych konsultacjach, słysząc, że skalujący swoje samopoczucie Klient wciąż jest na 5 pozycji na 10, postanowiłem usunąć ze skali cyfrę. Rysując na kolejnym spotkaniu oś z liczbami celowo po 4 umieściłem 5. I wtedy… to dopiero ruszyło. Klient musiał skonfrontować się i zaczął doprecyzowywać, szczerze rozmawiać.
Tak więc, celowy błąd może być świetnym narzędziem. Może być subtelnym sposobem, by zaprosić klienta do samookreślenia, do wzięcia odpowiedzialności za znaczenie własnych słów.
Ważne! Nie mam na myśli o manipulacji, lecz stworzenie sytuacji, w której to klient ma okazję zauważyć swoją sprawczość.
W Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach (i nie tylko) terapeuta często „nie wie”, udaje niewiedzę, dopytuje o rzeczy pozornie oczywiste. W tej „niewiedzy” kryje się szacunek — uznanie, że to klient jest ekspertem od swojego życia. To u nas bardzo ważne. Czasem więc pozwalam sobie na błąd. Nie dlatego, że nie uważam, ale dlatego, że chcę, żeby to klient usłyszał siebie trochę wyraźniej.